Nie
tak dawno jakieś 2-3 lata temu oglądałam z
tatą Forda. Sprowadził
go do naszego miasta Rosjanin mieszkający w Stanach,
bo podobno ma tam jakąś
rodzinę i w sumie to tu trzyma samochody (wcześniej
miał Lincolna Town Cara limuzynę).
  Samochodzik
podczas swej podróży miał małą przygodę w
Niemczech: spadło na niego coś ciężkiego i dach był lekko
załamany, ale został odnowiony i ślicznie pomalowany na
dwa odcienie zieleni. Po prostu, jak go oglądałam, to była
malinka.
  Później
nie było wiadomo, co się dzieje z
samochodem, gdyż podobno był sprowadzony na handel,
myślałam, że został sprzedany. Jakiś rok temu może
troszkę dłużej, znajomi powiedzieli tacie, że
widzieli wielkie samochody jak stoją pod stodołą
na jakiejś wsi niedaleko naszego miasta,
i że się nie znają, ale to na pewno coś amerykańskiego.
  No
i jak się okazało ku naszemu zdziwieniu, stał tam ten
zieleniutki Fordzik, a oprócz niego jeszcze kilka
samochodów. Niestety nie był już taki śliczniutki.
  A
jak się okazało, właściciel wyjechał do Stanów i
wcale nie sprzedał autka, tylko stało i niszczyło
się pod gołym niebem. Nie wiem, być może stoi tam
do dziś, warto by było kiedyś tam zajrzeć i sprawdzić.