Na tę Szewroletę natknęliśmy się w 1999 roku pod Zamościem.
Wcześniej Andrzej miał namiar na jednego miłośnika amerykańskich krążowników szos.

  Przyjechaliśmy,
pogadaliśmy, pożartowaliśmy, popiliśmy. Po czym gość mruknął, że obok niego stoją
dwie piękne auta, niestety zaniedbane i zniszczone przez właściciela.

  Pierwsza
to była beemka z przełomu lat 30-tych i 40-tych, całkowicie niestety zjedzona przez rdzę.
Niestety jej zdjęcia się nie zachowały, i ujrzycie na pierwszym zdjęciu tylko fragment
jej przedniej maski.

Bardzo możliwe, że Chevrolet nadal pozostaje w pełnej symbiozie z
otaczającą go naturą...