W przeciwieństwie do do swojego polskiego kolegi,
amerykański listonosz, zwłaszcza ten pracujący na prowincji czy peryferiach
miasta, nie obawia się, że nogawki spodni poszarpie mu szczekający pupil adresata.
Nie ma dla niego znaczenia deszczowa czy zimna pogoda. Korzysta on z ułatwień nie
spotykanych w naszym kraju. Nawet jeśli czyjś dom znajduje się w odległości
kilkudziesięciu metrów od drogi, skrzynka pocztowa jest zawsze przy niej.
Pozwala to podjechać samochodem i umieścić wewnątrz list nie opuszczając
pojazdu. Uniesiona czerwona chorągiewka sygnalizuje, że w skrzynce jest przesyłka.
Dostarczanie korespondencji rowerem jest wykluczone ze względu na odległości dzielące adresatów.
Jeszcze
kilka lat temu amerykańska poczta używała przystosowanych do jej
potrzeb Jeepów (fot 1.). Obecnie są one zastępowane przez zaprojektowane specjalnie dla niej specjalne furgonetki.
Przesuwne drzwi boczne oraz roleta zastępująca drzwi tylne umożliwiają podjechanie
w bezpośrednie sąsiedztwo miejsca załadunku czy rozładunku. Ze znajdującego się po
prawej stronie miejsca kierowcy wygodnie jest wkładać przesyłki do skrzynek. Ponieważ
samochód zwykle "chodzi jak piesek", to znaczy staje przy każdym słupku, przydaje
się automatyczna skrzynia biegów. Wehikuł ten (fot 2.) skonstruowała lotnicza firma "Grumman Airplane Corp".
Stąd znaczny udział tworzyw sztucznych i stopów lekkich w jego budowie. Z zewnatrz wygląda jak miniatura
typowych kanciastych, amerykańskich furgonów dostawczych, które także są w ofercie wspomnianej firmy.
Dobre
warunki pracy, szerokie świadczenia socjalne i zarobki sięgające 20 000 dolarów rocznie
sprawiają, że listonosze za oceanem nie mają powodów do narzekań.